Odcinek aż kipi od satyrycznych chwytów fabularnych. Podobieństwa do znanych postaci nie są przypadkowe, od puszczania oka do czytelnika autor zapewne nabawił się tiku nerwowego, szklarze dostaliby palpitacji serca, widząc, ile tu rzeczy zostało ukazanych w krzywym zwierciadle.
Mimo niezalowego feelingu rysunkom bliżej do pietyzmu prac uznanych twórców awanturniczo-komediowych niż do undergroundowej szorstkości. Detale, anatomie, odwzorowanie ruchu, zabawy z perspektywą i kadrowaniem ukazują Adama jako twórcę w pełni ukształtowanego i mogącego zaatakować komiksowy mainstream w każdej chwili. A w porównaniu z wcześniejszym zeszytem artysta wskoczył na poziom wyżej w łebskim stosowaniu kolorów czerwonego i żółtego jako dopełniaczy tłustego tuszowania.
– Grzegorz Kopeć, blog ,,Death to the Zins!”